Budapeszt – dzień pierwszy

DSC_5316

Budapeszt – dzień pierwszy

Dzień rozpoczął się dla nas już o 7.00 – szkoda marnować czasu na spanie. Wychodzimy z naszej Villi udając się w stronę najbliższej stacji metra. Miejsce noclegowe położone w pobliżu tego cudownego środka transportu, to najlepsze rozwiązanie dla wszystkich, ale szczególnie dla tych, mających problem z językiem i rozpoznaniem rozkładów jazdy tamtejszych autobusów.

Nasza stacja znajdująca się na Szell Kalman ter jest jednocześnie początkową stacją linii czerwonej prowadzącej z Budy do Pesztu. Chcąc zacząć od tej drugiej części kupujemy bilet grupowy (min. 2 osoby), jednodniowy za 3300 forintów, na wszystkie środki transportu w mieście. Szczęśliwie na pierwszej stacji na pewno nie pomylimy się co do kierunku, w którym się udajemy, jednak na stacjach pośrodkowych musimy uważać by nie pojechać w odwrotnym kierunku. Dlatego też polecam zaopatrzyć się jeszcze w Polsce w bardzo dobrą, szczegółową mapę miasta z trasami komunikacji podziemnej i „powierzchniowej”. Dzisiaj wiem, że gdyby nie taka mapa – mielibyśmy niemały problem z przemyślanym zwiedzaniem.

Po kilkunasto minutowej podróży pod tłoczną stolicą Węgier wysiadamy na stacji Astoria. Stacja położna jest przy największej synagodze w Europie i drugiej co do wielkości synagodze na Świecie, po Emanu-El w Nowym Jorku. Przewodnik podpowiada, iż jest to centrum judaizmu neologicznego, mieści 3 tys. osób. Jej piękno faktycznie zapiera dech w piersi. Oglądamy gmach z zewnątrz, gdyż wejście do środka to około 5000 forintów. Malownicze wykończenia, witraże w kształcie Gwiazd Dawida. To wszystko spodoba się miłośnikom fotografii. Jedyny minus, to niekończące się kolejki turystów chcących wejść do środka.

Następnie udajemy się niewielkimi uliczkami w kierunku Opery. Po drodze, co kilka metrów wyrastają przed nami ciekawe kamienice, budowane z gracją i precyzją, każda ma w sobie coś innego – no cóż, pierwsza karta pełna. Jak na operę przystało, równie piękna i jedyna w swoim rodzaju. Przed wejściami stoją posągi wielkich kompozytorów Ferenca Erkela i Ferenca Liszta. Budynek stanowi przykład stylu neorenesansowego II połowy XIX wieku. Z tego miejsca chcąc dostać się do Bazyliki św. Stefana najlepiej wybrać ulicą Lazar’u. Powodem jest kopuła wyłaniająca się zza drzew, idealnie na wprost.

Zatrzymać się na placu Szent István tér, to obowiązek każdego turysty. Przy placu znajduje się już wcześniej wspomniana bazylika. Ogromny budynek, poświęcony pierwszemu królowi Węgier Stefanowi I, widoczny jest z każdego wzniesienia w okolicach miasta. Nie dziwi to, gdyż jest to trzeci najwyższy budynek na Węgrze. Zwieńczeniem bazyliki jest 96-metrowa kopuła z mozaiką przedstawiająca Boga Ojca. Skoro jest możliwość wejścia na sam szczyt, to trzeba wyciągnąć z portfela kilkaset forintów (500). Tak też zrobiliśmy. Pierwszy etap to wjazd nowoczesną windą na około 50 metr. Stamtąd do niewielkim holem udajemy się do kolejnej windy, którą dojeżdżamy pod balkony obsadzone na kopule. Za każdym razem kiedy wychodzi się na jakiekolwiek miejsce widokowe, mamy świadomość, że zobaczymy więcej z innej perspektywy, mając nadzieje że będzie to coś niesamowitego. Tym razem nie jest inaczej. Budapeszt, z góry jest naprawdę zachwycający.

Nie wiem jaka jest godzinna przepustowość na balkonach, ale my spędziliśmy tam dobrą godzinę, badając każdy skrawek Budapesztu. Wejście do bazyliki jest darmowe. W środku widać jedność myśli architektonicznej, choć budowało ją wielu. Bogate, złote wykończenia, figury świętych, neorenesansowy ołtarz, oraz XIX wieczne organy przypominają kościoły z całej Europy, ale każda świątynia ma swój charakter. Po wyjściu udajemy się w stronę parku Szabadsag ter. Warto wspomnieć ciekawostkę Placu św. Stefana, pod którym został wybudowany 4 piętrowy podziemny parking. Mieści on ponad 400 samochodów i jest całkowicie zautomatyzowany. Po wjechaniu i wyjściu z samochodu, pojazd jest automatycznie transportowany na miejsce parkingowe. Po zakończeniu parkowania jest on dostarczany kierowcy, który może wyjechać z parkingu.

Park okrążony budynkami czterech banków i kilku kamienic wybudowanych w stylu renesansowym, to dobre miejsce na chwilowy odpoczynek i regenerację w cieniu wielu drzew.

Nad Dunajem zatrzymujemy się przed jednym z najbardziej dramatycznych pomników holokaustu. Buty przytwierdzone to symbol zakłady Żydów w Budapeszcie. Mówi się, że kazano skakać ludziom do głębokiej i zdradliwej rzeki, by przepłynęli na drugi brzeg, niewielu uszło z życiem. Nadrzecznym skwerem udajemy się w kierunku mostu Széchenyi’ego. Ogromna kamienna przeprawa sprawia wrażenie trwałej, więc przechodzimy. Po drodze mijamy wielkie lwy wykonane z brązu.

Most stanowił pierwsze stałe połączenie leżących po przeciwnych stronach Dunaju - Budy i Pesztu. Był jednocześnie pierwszym mostem kamiennym na odcinku Dunaju w granicach ówczesnych Węgier.

Strony: 1 2

19.12.2012 | admin