Francja, Szwajcaria, Liechtenstein – Alpejskie klimaty

DSCN2841

Francja, Szwajcaria, Liechtenstein – Alpejskie klimaty

Wycieczka do Zurichu, Grinewaldu, Interlaken, Anennce, Genewy, Lucerny, Lozanny, Berna, Vaduz, Montreaux i Chamoni. Niewiele brakowało, a wycieczka do krajów alpejskich nie doszłaby do skutku. Ustawiłem bowiem budzik w komórce na godzinę 2.30, ale zapomniałem zaznaczyć w jakie dni ma dzwonić. No i nie zadzwonił… Na szczęście żona była czujna i obudziła się o godzinie 2.50. Do przyjazdu taksówki zdążyliśmy się więc jakoś spakować i już kwadrans po trzeciej byliśmy na dworcu PKS w Gdańsku. Właśnie podjeżdżał nasz autokar…

Pierwszy godzinny postój wypadł – jak zwykle w przypadku wycieczek z Rainbow Tours – w zajeździe „Potargana chałupa” pod Łodzią. Kolejna godzinna przerwa w podróży miała miejsce przed Częstochową. Nie pamiętam nazwy miejscowości, ale przed tamtejszą restauracją znajduje się charakterystyczny ozdobnik, czyli samolot myśliwski. Do Pszczyny, gdzie był punkt zborny autokarów z całej Polski, dotarliśmy już o piętnastej, a wyjazd do poszczególnych destynacji zaplanowano na godzinę 17.30. Byliśmy pierwsi, więc mogliśmy bez większych kolejek pożywić się w punkcie gastronomicznym „Atena”. Mówię „punkcie”, gdyż nie jest to stacjonarna restauracja, lecz odpowiednio przystosowany samochód, który przyjeżdża tu z Bielska- Białej.

Po przyjeździe wszystkich autokarów zaczęło się przetasowywanie pasażerów, w zależności od docelowego miejsca podróży. Jedni wybierali się do Grecji, inni do Włoch, Chorwacji i Rumunii. Nam, czyli siedemdziesięcioosobowej grupie wybierającej się do Szwajcarii, przypadł w udziale piętrowy autokar Setra z firmy Bomatur oraz pilot Wojciech Leitloff.

Wyruszyliśmy drogą przez Cieszyn i po około czterech godzinach jazdy zatrzymaliśmy się na godzinny postój nieopodal miasta Znojmo, tuż przy czesko-austriackiej granicy. Znajduje się tutaj m.in. samolot Ił-62, mnóstwo kiczowatych figur typu rycerze, smoki i tp,. a także sklepy i restauracje. Niegdyś była tu strefa wolnocłowa, ale teraz ceny są zbliżone do rynkowych, choć nieco niższe niż w Polsce, np. litrowa butelka brandy Stock kosztuje 11 Euro, dwuipółlitrowa Cola – 1,42 Euro, a pięciolitrowy baniak wina Rosso 5,90 Euro.

Po nocnej jeździe przez Austrię (wieczorem obejrzeliśmy starą komedię „Pół żartem, pół serio”) rano docieramy do Liechtensteinu. Nie zatrzymujemy się jednak w tym miniaturowym państewku, lecz zmierzamy wprost do Zurichu, gdzie dojeżdżamy o 10.30. Niestety, to największe miasto Szwajcarii przywitało nas chmurami i deszczem, więc nie mogliśmy w pełni docenić jego uroku.

Zurich jest, jak powszechnie wiadomo, ważnym punktem na mapie światowej finansjery, ale w niedzielne przedpołudnie sprawia wrażenie wyludnionego. Przy chodnikach stoi mnóstwo zaparkowanych rowerów, skuterów i motocykli, a środkiem jezdni co rusz przejeżdżają niebieskie tramwaje. Szwajcarzy są co prawda bardzo bogaci, ale też niezwykle oszczędni, więc uznali, że obejdą się bez metra. A skoro już o komunikacji mowa, to tutejsze drogi są bardzo równe, a dziury wstępują tylko w szwajcarskim serze.

Przechadzamy się przez dziedziniec muzeum narodowego (wstęp wolny jest w ostatnią niedzielę miesiąca, a my jesteśmy w pierwszą), po czym przechodzimy przez ogromną halę dworca kolejowego. Odbywa się tu akurat turniej piłki siatkowej, więc zgiełk jest niesamowity. Barwnie ubrane hostessy rozdają bez cukrowe gumy do żucia.

Krętymi uliczkami, udekorowanymi licznymi flagami, dochodzimy do kościoła Fraumunster. Podziwiamy tu witraże Marca Chagalla a pan Wojciech opowiada o historii świątyni ze szczegółami, których i tak nikt nie zapamięta, zwłaszcza po zwiedzeniu kolejnych miejsc kultu, ale to dobrze świadczy o jego kwalifikacjach. Wybiegnę tu nieco poza chronologię i nadmienię, że o wszystkich zwiedzanych miejscowościach, a było ich naprawdę dużo, nasz pilot miał do powiedzenia wiele ciekawych rzeczy. Podobnie jak o związanych z nimi osobach, np. o jednym z twórców reformacji Ulrichu Zwingli, obok pomnika którego akurat przechodziliśmy.

Zwiedzanie Zurichu, po przejściu przez Bahnhofstrasse, spacerze nad brzegiem Jeziora Zurychskiego i obejrzeniu surowego wnętrza katedry Grossmunster, kończymy czasem wolnym. W jednym z dworcowych sklepików kupujemy 10 jajek za 4,45 franków. W przeliczeniu na nasze wychodzi więc 1,33 złotego za sztukę!

Około godziny szesnastej, po upływie półtorej doby od wyjazdu z Gdańska, docieramy do hotelu Zurich Messe-Airport sieci Ibis w dzielnicy Oerlikon. W pokoju nie ma lodówki, a gniazdka elektryczne przystosowane są tylko do cienkich bolców. Teoretycznie nie ma więc możliwości użycia grzałki czy ładowarki od maszynki do golenia. Ponieważ jednak mieliśmy taką potrzebę, więc trzeba było uciec się do fortelu. Odciąłem od lokówki kawałek przewodu z wtyczką o cienkich wtykach, połączyłem go za pomocą plastra z wtyczką grzałki i problem był rozwiązany…

W poniedziałek pobudka o szóstej. Śniadanie w formie szwedzkiego bufetu (obfity wybór serów, wędlin, owoce, napoje i tp.). O wpół do ósmej wyruszamy w Alpy Berneńskie. Przed nami 140 kilometrów, na trasie mnóstwo tuneli oraz malowniczych widoków. Niestety, nadal nie widać słońca, choć tym razem na szczęście nie pada. Po około dwóch godzinach przyjeżdżamy do miejscowości Grindelwald (1034 m n.p.m). Stąd udamy się szynową kolejką zębatą na przełęcz Jungfraujoch (3454 m n.p.m.). Jest to dość kosztowna przejażdżka, gdyż bilet dla jednej osoby kosztuje 155 franków szwajcarskich. Wcześniej jednak zaopatrujemy się w pamiątki i wysyłamy kartki do znajomych i rodziny (znaczek 1,30 CHF, kartki 1,5-2,5 CHF, dzwoneczki od 8 CHF).

Na najwyżej położoną w Europie stację kolejki szynowej jedzie się dwoma pociągami. Trasa pierwszego przebiega po względnie niewielkiej pochyłości terenu, pełnego zieleni i zabudowań. Na stacji Kleine Scheidegg wszystko się jednak zmienia. Po pierwsze jest tu pełno śniegu, a po drugie kolejka od tego miejsca pnie się przez 10 km pod górę w wykutym w skale tunelu. Odcinek ten budowano przez 16 lat, a otwarcie trasy nastąpiło dokładnie 98 lat temu. Pomysłodawca tej kolei Adolf Guyer-Zeller nie dożył, niestety, momentu jej uruchomienia.

Po drodze są dwa przystanki z platformami widokowymi. Niestety, tym razem przez szyby, zamiast lodowca, widać tylko białą mgłę. Postoje mają jednak również inne zalety. Pozwalają bowiem organizmowi na zaadaptowanie się do niskiego ciśnienia, jakie panuje na tej wysokości (mimo to wiele osób odczuwa zawroty głowy i słabość po wyjściu z kolejki).

Strony: 1 2 3

24.12.2012 | admin