Kenia – U stóp Kilimandżaro

011

Po śniadaniu pojechaliśmy odwiedzić wioskę masajską. Byłem ciekawy jak w rzeczywistości wygląda manyatta. Wiązało się to z tym, że przed wyjazdem przeczytałem książkę C. Hofman pt. Biała Masajka. Jest to rodzaj pamiętnika Szwajcarki, która wyszła za Masaja i spędziła ponad trzy lata, mieszkając w wiosce masajskiej. Rzeczywiście tylko zakochana kobieta mogła mieszkać w takich warunkach. Chata składa się z dwóch pomieszczeń przeznaczonych do spania, przedzielonych pomieszczeniem, w którym znajduje się palenisko. Temperatura i zaduch panujący wewnątrz jest nie do wytrzymania. Pozostała część pobytu w wiosce była typowo turystyczna.



Następnie cały dzień spędziliśmy podpatrując zwierzęta. Jest to ciekawe, że nie reagują one na samochody zachowując, się naturalnie. Niech przykładem będzie tu lwia rodzina, którą obserwowaliśmy tego dnia. Mama i cztery młode kociaki leżały kilkadziesiąt metrów od drogi, na, której znajdowało się kilka samochodów z filmującymi je turystami. W pewnej chwili trzy kotki wstały i nie zwracając uwagi na nas przeszły na drugą stronę drogi. Mama najpierw je obserwowała a następnie wstała podeszła do drogi i krótko zaryczała. Kotki natychmiast wróciły i cała rodzina oddaliła się w głąb sawanny. Nie będę tu opisywał wszystkich zwierząt, które spotkaliśmy tego dnia. Mogę jedynie stwierdzić, że polowanie było udane.

Następnego dnia Ewa odlatywała rano samolotem do Nairobi. W drodze na punkt startowy mieliśmy okazję obserwować walczące słonie na tle Kilimandżaro. I to był widok, którym Amboseli nas pożegnało.

Andrzej Rubaszek




Strony: 1 2

13.05.2013 | admin