Nepal – Wigilia w Himalajach

047

Nepal – Wigilia w Himalajach

Zaraz po wylądowaniu w Kathmandu zaczęliśmy rozglądać się za agencją, która zorganizowałaby nam trekking w Himalajach. Ostatecznie wybraliśmy ofertę Unique Path Trek. Był to pięciodniowy trekking w masywie Annapurny, na północny zachód od Pokhary. Trasa prowadziła do punktu widokowego Poon Hill, położonego na wysokości 3200 m npm. Jest to jedna z najładniejszych w Nepalu panoram górskich.

Obejmuje ona widok na masywy ośmiotysięczników: Dhaulagiri i Annapurny przedzielone najgłębszym wąwozem świata, wąwozem rzeki Kali Gandaki. Właściciel agencji ostrzegł nas, że w tym rejonie istnieje możliwość spotkania maoistowskich partyzantów.

Wyruszyliśmy o świcie 21 grudnia. Towarzyszyli nam Ram, nasz przewodnik oraz Babu, tragarz. Dwustu kilometrowa trasa łącząca Kathmandu z Pokharą początkowo prowadzi wzdłuż rzeki Trisuli do Mugling a następnie wąwozem rzeki Seti. Jest to wąska droga pokryta kiedyś asfaltem, po którym zostało już tylko wspomnienie. Niemal na całej długości biegnie na skalnej półce kilkadziesiąt metrów nad rwącą, górską rzeką. Czasami pół jezdni jest „ścięte” przez lawinę kamieni, która po jakimś deszczu zeszła z gór. Na całej trasie widziałem tylko jednego pracownika wyposażonego w łopatę i taczki, który starał się naprawić szkody wyrządzone przez taką lawinę. Obraz drogi dopełniają wraki rozbitych ciężarówek stojących na poboczu, których nikt nie ma zamiaru usunąć. Ruch nie był duży ale za to każde minięcie pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka powodowało, że koła naszego autobusu znajdowały się niemal na samej krawędzi przepaści. Natomiast widoki na wąwóz i okoliczne góry były naprawdę wspaniałe. Po ośmiu godzinach osiągnęliśmy cel naszej podróży -Pokharę.



Zaraz po zakwaterowaniu się w hotelu Ram zaproponował nam wycieczkę łódką po jeziorze Fewa. Podczas przejażdżki odwiedziliśmy znajdującą się na małej wysepce Varahi Temple, świątynię poświęconą Wisznu. Również wówczas miałem sposobność obserwacji jak o zachodzie słońca widoczne w oddali, pokryte śniegiem, wierzchołki gór przybierają intensywną pomarańczową barwę.

Nazajutrz po wczesnym śniadaniu, wynajętą taksówką, dojechaliśmy do Nayapul gdzie znajdował się punkt startowy naszego trekkingu. Przechodząc przez wioskę kupiliśmy trochę świeżych mandarynek zerwanych dla nas przez sprzedawcę wprost z drzewa. Po krótkim marszu i pokonaniu potoku po wiszącej kładce osiągnęliśmy wioskę Birethanti gdzie zrobiliśmy krótki postój na herbatę w „teahouse”. Z Birethanti droga prowadzi wśród poletek uprawnych położonych na dość stromym stoku. Znajdują się one na półkach o powierzchni od kilkudziesięciu metrów kwadratowych.

Po kilku godzinach marszu pod górę minęliśmy osadę Hille i osiągnąwszy wysokość ponad 1500 m npm dotarliśmy do Tikedungi, miejsca naszego pierwszego noclegu. Nocowaliśmy w typowym „teahouse”. Jest to rodzinny pensjonat, składający się z kilku pokoików dla turystów oraz wspólnej jadalni gdzie można posiedzieć wieczorem i zjeść posiłek. Posiłki są przygotowywane przez personel i wszędzie mają tę samą cenę. Jest to rygorystycznie egzekwowane przez władze ACAP (Annapurna Conservation Area Project) w celu wyeliminowania konkurencji. Standard pokoi jest bardzo prymitywny: na wyposażeniu znajdują się dwa łóżka, szafka oraz kilka haków wbitych w ściany. Drzwi są zamykane na skobel. Jeżeli chce się zabezpieczyć swoje rzeczy lepiej mieć własną kłódkę. Ponadto dostaje się prześcieradło i poduszkę. Spać należy we własnym śpiworze. Toalety są z reguły wspólne. W prysznicach często brak ciepłej wody. Niemniej atmosfera panująca w schronisku jest naprawdę wspaniała.

Strony: 1 2 3

19.12.2013 | admin