Nepal – Wigilia w Himalajach

047

Nazajutrz po wyjściu z pokoju moim oczom ukazała się panorama Machhapuchhre. Widok ośnieżonego szczytu na tle bezchmurnego nieba był na tyle atrakcyjny, że poprosiłem o przyniesienie śniadania na, zewnątrz aby się nim dostatecznie nacieszyć.

Po wyruszeniu kontynuowaliśmy schodzenie w kierunku Ghandruk – miejsca naszego ostatniego noclegu. Trasa podobnie jak wczoraj prowadziła przez las z tą różnicą, że dzisiaj las był mniej gęsty i często napotykaliśmy rozległe polany. Można było zaobserwować uganiające się po drzewach nieduże małpy odniosłem również wrażenie, że i ptaków było jak gdyby więcej. Ram powiedział nam, że w okresie monsunów (lato) trasa ta słynie z dużych pijawek, które z drzew wpadają przechodzącym za kołnierz. Po kilku godzinnym marszu zatrzymaliśmy się na obiad. Poprosiłem o coś ciepłego do picia i po chwili dostałem kubek herbaty. Gdy upiłem łyk poczułem ostro – cierpki smak. Okazało się, że jest to typowo nepalska herbata parzona ze świeżych liści imbiru. W smaku może nie była najlepsza, ale rozgrzewała znakomicie.

Do Ghandruku dotarliśmy na krótko przed zachodem słońca. Jest stosunkowo duża miejscowość, w której znajduje się szkoła i szpital. Ostatni nocleg na trekkingu spędziliśmy w hotelu Annapurna. Jak na warunki nepalskie był to w miarę komfortowy hotel z ciepłą wodą w łazienkach. Podczas pożegnalnej kolacji, którą zorganizował nam Ram, dostaliśmy od niego i od Babu drobne upominki oraz kartki z życzeniami. Charakterystyczne było to, że dziękował On głównie swojemu szefowi za to, że dał mu szansę przebywania w naszym towarzystwie. Wieczór upłynął w miłej atmosferze.

Ostatniego dnia trasa prowadziła w dół zboczem wąwozu, na którego dnie płynęła niewielka rzeczka. Różnica poziomów, które mieliśmy pokonać, aby osiągnąć Birethanti, wynosiła około tysiąca metrów. Po drugiej stronie wąwozu było widać szlak prowadzący dookoła masywu Annapurny, którego przejście zajmuje ponad trzy tygodnie. Często mijaliśmy karawany objuczonych osiołków dostarczających zaprowiantowanie do Ghandruk. Miejscami zbocze wąwozu było pokryte maleńkimi poletkami. Na jednym z nich zauważyłem rolnika, który orał je drewnianą sochą ciągniętą przez dwa woły.

Wczesnym popołudniem dotarliśmy do Birethanti a za chwilę do Nayapul. Skąd wynajętą taksówką wróciliśmy do hotelu w Pokharze. Wieczór spędziliśmy spacerując po mieście. Rano następnego dnia pożegnaliśmy naszych „opiekunów”, którzy wracali do Kathmandu. My postanowiliśmy spędzić ten dzień na zwiedzaniu Pokhary a następnie wyruszyć na południe do Narodowego Parku Chitwan na spotkanie tygrysów i nosorożców.

Andrzej Rubaszek








Strony: 1 2 3

19.12.2013 | admin