Polska, Słowacja, Węgry – Wypady ze Szczawnicy

Miszkolc Tapolca - Termy

10.10.12. Środa
Spośród wielu przedstawianych kuracjuszom metod leczniczych czy rehabilitacyjnych nie mogło zabraknąć akupunktury. Tajniki tej ostatniej przybliżył nam Jerzy Ćwik, przedstawiciel firmy Kolmio Kiełkowscy, która produkuje urządzenie Automeridian (zamiast igieł jest tu elektroda z impulsem stymulującym). Pan Jerzy twierdzi, że od siedemnastu lat nie miał żadnej reklamacji, a sprzedawany przez niego aparat jest bardzo skuteczny na szereg dolegliwości. Jednocześnie nie zostawia suchej nitki na konkurencji, zwłaszcza tej oferującej maty do masażu.
– Oni nie pomogą wam się wyleczyć. Im zależy tylko na waszej kasie.

Tu zgadzam się z nim w stu procentach. O Automeridianie mogę natomiast powiedzieć tylko tyle, że jest stosunkowo tani (170 zł). Jeżeli rzeczywiście jego stosowanie łagodzi różne dolegliwości, to pewnie nie zaszkodzi mieć taki aparacik w domu.

Wyjazd do Popradu. Tym razem PCT postanowiło zaoszczędzić na przewodniku, powierzając jego rolę kierowcy. Przyznam, że radził sobie nieźle, trzymając jedną ręką kierownicę, a w drugiej dzierżąc mikrofon. Mam jednak wątpliwości, czy prowadzenie w ten sposób autokaru po górskich drogach jest bezpieczne, nie wspominając już o tym, że niezgodne z przepisami.

Po drodze postój na dawnym przejściu granicznym w Łysej nad Dunajcem. Cel – uzupełnienie zapasów spożywczych w postaci płynnej. Z dawnych czasów zostało tu mnóstwo sklepów z szyldami w języku polskim, choć obecnie polskich klientów jest znacznie mniej. Płacić można zarówno złotówkami jak i euro.

Aquapark w Popradzie to kompleks trzynastu (w tym siedmiu na świeżym powietrzu) basenów termalnych, sześciu zjeżdżalni, różnego rodzaju jacuzzi, saun i innych atrakcji. Pluskaliśmy się więc na przemian w basenach z temperaturą wody 38 lub 34 stopnie, po czym wygrzewaliśmy się w saunie parowej, by następnie masować się biczami wodnymi. Te ostatnie bardzo mi się spodobały, szczególnie dlatego, że wyrzucały wodę pod dużym ciśnieniem, co pozwalało unosić się na powierzchni niczym na poduszce. Blisko czterogodzinny pobyt w termach (wstęp 12 euro) zakończył efektowny, choć zaledwie pięciominutowy pokaz laserowy.

11.10.12. Czwartek
Spacer na Bereśnik (843 m n.p.m.). Kamienista dróżka pnie się zakosami w górę. Po drodze pełno nierówności i wybojów. Mimo to mieszkańcy jakoś dojeżdżają do swoich gospodarstw. Niektórzy mają do dyspozycji samochody terenowe, inni zaś własnoręcznie skonstruowane ciągniki. Dzisiaj było względnie sucho, ale nie chciałbym tędy iść po obfitych opadach deszczu lub śniegu. Swoją drogą ciekawe, jak oni radzą sobie zimą? Podobno dzieci podczas dużych śniegów w ogóle nie wracają ze szkoły do domów, tylko zamieszkują u krewnych bądź znajomych w dolinie Grajcarka.

Ze szczytu Bereśnika droga prowadzi lekko w dół. Na wysokości 730 metrów n.p.m. znajduje się „Bacówka pod Bereśnikiem”, czyli schronisko PTTK. Z tego miejsca rozpościera się piękna panorama na Szczawnicę. Podobno serwują tu dobre placki ziemniaczane, ale ja jestem świeżo po obiedzie, więc maszeruję dalej.

Schodzę w dół przez Języki, by po kilkunastu minutach ponownie zacząć wspinaczkę do góry. Tym razem na Bryjarkę, jeden z mniejszych szczytów Beskidu Sądeckiego (679 m n.p.m.). Po drodze mijam sporo starszych osób, które idą z kijkami do nordic walkingu, bądź odpoczywają na stojących przy ścieżce ławkach. Na wierzchołku Bryjarki od 110 lat znajduje się metalowy krzyż (poprzedni drewniany zniszczyła burza w 1902 roku). Doskonale widać stąd Palenicę, Jarmutę oraz nieco bardziej oddalony szczyt Wysokiej. Cykam kilka fotek i schodzę na dół, by po wkrótce znaleźć się w centrum uzdrowiska, czyli na placu Dietla. Jeszcze trochę schodów i mijam sanatorium Hutnik, a następnie dość stromym podejściem dochodzę do „swojego” Nauczyciela. To już koniec dwugodzinnego spaceru.

12.10.12. Piątek
Wycieczka na Trzy Korony. Do Krościenka podwozi nas autokar PCT. Tutaj czeka na nas przewodniczka Anna Wolska. Grupa liczy 40 osób, w tym większość w wieku mocno średnim. Jest też z nami pulchna zakonnica w stroju służbowym. Pieniny nie są co prawda górami trudnymi, ale i tutaj warto zadbać o odpowiedni strój, gdyż wlokący się po ziemi habit na pewno nie ułatwia ruchów.

Ruszamy w górę brukowaną ulicą Trzech Koron. Przy kaplicy św. Rocha przewodniczka przedstawia nam plan podejścia na szczyt Okrąglicy. Tempo ma być dostosowane do możliwości najsłabszych. Będą też postoje. Szlak, którym pójdziemy jest nieco trudniejszy od tego prowadzącego od strony Czorsztyna, ale za to krótszy. Ma to duże znaczenie, ponieważ o tej porze roku szybko się ściemnia.

Na pierwszym stromym odcinku wycofują się dwie panie. Trochę późno przypomniały sobie o swoich problemach z sercem. Jest jeszcze parę innych osób, które spowalniają tempo, ale przełamują swoje słabości i dzielnie pną się do góry.

Po drodze zatrzymujemy się nieopodal metalowego krzyża na Toporzyskowie (wspaniała panorama Krościenka). Kolejny przystanek to Bańków Gronik (678 m n.p.m.), a w chwile później Pieniński Potok. Sto metrów wyżej odpoczynek na przełęczy Szopka (Chwała Bogu). Stąd już bez większych przerw docieramy do celu. Podejście zajmuje nam 2 godziny. Kupujemy bilety po 4 zł i po metalowych schodkach wspinamy się na punkt widokowy. Dzisiaj doskonale widać było stąd Beskid Sądecki, Szczawnicę, Czerwony Klasztor, Dunajec i Sromowce Niżne.


Nieco gorszy widok był na Tatry, gdyż z tamtej strony oślepiało popołudniowe słońce, a i powietrze było mało przejrzyste. W drodze powrotnej przez polanę Kosarzyska i trawers Ostrego Wierchu dość stromym zejściem doszliśmy do ruin Pienińskiego Zamku, przy których znajduje się grota św. Kingi. Tu wysłuchaliśmy informacji przewodniczki o dziejach zamku a także o losach dwóch pustelników, którzy tu zamieszkiwali.

Do Krościenka doszliśmy o zmroku. Cała wycieczka trwała, nie licząc przejazdów autokarem, cztery i pół godziny. Ogólnie wszystko mi się podobało. Myślę jednak, że lepiej byłoby wybrać się na Trzy Korony w mniejszym gronie lub nawet samotnie. W tak dużej grupie zawsze bowiem znajdą się osoby, które nie potrafią ocenić swoich możliwości, przez co wycieczka chwilami bardzo się ślimaczy.

13.10.12. Sobota
Po zwiedzeniu bliższych i dalszych okolic Szczawnicy przyszła pora na Zakopane. Wstyd przyznać, ale nigdy jeszcze nie byłem w zimowej stolicy Polski. Tym razem naszym przewodnikiem z ramienia PCT jest Jacek Zachwieja. Grupa liczy 47 osób, w tym dwie zakonnice. Pogoda jest kiepska: chmury i mżawka.

Jedziemy przez Dębno, Łopusznę, Białkę Tatrzańską, Bukowinę Tatrzańską, Kośne Hamry, Murzasichle i Jaszczurówkę. W tej ostatniej zatrzymujemy się przy kaplicy Najświętszego Serca Jezusa, zbudowanej wg projektu Stanisława Witkiewicza. Przewodnik, który wcześniej opowiadał nam o każdej z mijanych miejscowości, przybliża nam teraz historię Jaszczurówki.

Po obejrzeniu wnętrza kaplicy ruszamy w kierunku Krzeptówek. Mijamy skocznie narciarskie przy górze Krokiew (na jednej z nich ćwiczą właśnie na igielicie skoczkowie) i dom stojący do góry nogami przy Alejach 3 Maja (podobny do tego w Szymbarku na Kaszubach).

Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach to spory kompleks zabudowań. Znajduje się tutaj kaplica z 1951 roku, kościół z 1992 roku. (pięć lat później konsekrował go Jan Paweł II), mieszkania księży pallotynów, a w ogrodach ołtarz z mszy papieskiej.

Strony: 1 2 3 4 5 6

3.01.2013 | admin