Tanzania – Afrykańskie safari

Tanzania - Serengeti4

Tanzania – Afrykańskie safari

Jest to krótki opis safari, które odbyłem w styczniu 2006 roku na terenie P.N. Serengetii i obszaru chronionego Ngorongoro w Tanzanii. Po zakończeniu safari w P.N. Amboseli, mój kenijski przewodnik, Sammy odwiózł mnie do Namangi na granicy Kenii i Tanzanii, skąd udałem się do Arushy. Spędziłem tam całą dobę, oczekując na następne safari. Przede wszystkim odwiedziłem plac, z którego odległości do Kairu i Kapsztadu są takie same. Stanowi on umowny „Środek Afryki”.

Następnie w towarzystwie Tanzańczyka, który zaoferował się, że pokaże mi centrum miasta odwiedziłem miejski bazar owocowo-warzywny a następnie zaprosiłem Go na piwo do mojego hotelu. Nazajutrz, około 13 – tej pod hotel podjechał samochód i zaczęła się nowa przygoda. Okazało się, że następne sześć dni spędzę w towarzystwie australijskiej rodziny: Roda i Denise oraz ich dzieci. Pierwszego dnia dojechaliśmy do wioski Mto Wa Mbu co oznacza Woda i Komary, położonej u wrót P.N. Jezioro Manyara, gdzie mieliśmy nocleg.

W tym miejscu poświęcę trochę uwagi warunkom, w których podróżowaliśmy. Byliśmy zupełnie samowystarczalni. Woziliśmy ze sobą własne namioty, żywność, wodę, sprzęt kempingowy, węgiel drzewny a nawet kucharza. Po przybyciu na kemping zajmowaliśmy się rozbijaniem namiotów. W tym czasie kucharz przygotowywał posiłek, który następnie spożywaliśmy na świeżym powietrzu w blasku lampy naftowej.

Kempingi, na których nocowaliśmy miały różny standard. Najwyższy z ciepłą wodą i czystymi toaletami mieliśmy w Mto Wa Mbu gdzie spędziliśmy pierwszą noc i w Karatu gdzie spędziliśmy ostatnią.


Najbardziej zapadającym w pamięci kempingiem był kemping Seronera w Serengeti. Jego położenie, na otwartej sawannie, umożliwiało obserwację pasących się zebr i antylop bezpośrednio sprzed namiotu. Natomiast nocami słychać było odgłosy zwierząt. Kempingiem, na którym miałem najbardziej dramatyczne przeżycie związane ze zwierzętami, był kemping Simba położony na wierzchołku kaldery Ngorongoro.

Był już wieczór i znajdowałem się w namiocie, przygotowując się do snu. Nagle usłyszałem wołanie „do not leave the tents simba, simba”. Wyjrzałem przez okienko i rzeczywiście zobaczyłem trzy lwice przechodzące przez skraj kempingu. Po chwili nasz przewodnik przejeżdżając samochodem dokoła obozu przepłoszył lwice ostatecznie, ale dreszczyk emocji pozostał.

W ciągu pół godziny incydent ten był znany na trzech kontynentach. Ja wysłałem sms-a do Michała (Polska-Europa), który natychmiast go przesłał do Ani (Tajlandia-Azja). Myślę, że ten sposób podróżowania pozwolił mi lepiej poczuć „smak” Afryki niż gdybym nocował w bungalowach.

Wracając do opisu podróży Park Narodowy Jezioro Manyara jest terenem rozciągającym się wokół jeziora, porośniętym wieloma gatunkami drzew. Znajduje się tam co najmniej kilkadziesiąt gatunków akacji, tamaryndowce indyjskie, drzewa kiełbasiane oraz baobaby. Jeśli chodzi o zwierzęta to spotkaliśmy głównie słonie, żyrafy oraz „baboony” tzn. pawiany. Jest to także raj dla ornitologów. Na safari po parku spędziliśmy kilka godzin. Po powrocie do obozu zapakowaliśmy auto i ruszyliśmy w dalszą drogę. Naszym celem był P. N. Serengeti.

Jezioro Manyara jest położone na dnie Wielkiego Rowu Afrykańskiego (Great Rift Valley), który ciągnie się południkowo około dziewięć tysięcy kilometrów (od doliny Jordanu po deltę Zambezi), zatem pierwszy etap podróży prowadził stromo pod górę. Po osiągnięciu wierzchołka naszym oczom ukazał się widok masywu Ngorongoro oraz wulkanu Olmeti.

Parę słów na temat historii tego regionu. Przed kilku milionami lat Ngorongoro był bardzo aktywnym wulkanem o wysokości ponad sześć tysięcy metrów, wyrzucającym podczas erupcji duże ilości drobnego bazaltowego pyłu. Pył ten był przenoszony przez wiatry wiejące od oceanu Indyjskiego na zachód. W ten sposób powstała równina Serengeti, co oznacza w języku suahili niekończącą się równinę. Natomiast sam wulkan się zapadł, tworząc olbrzymi krater (kalderę) o powierzchni około 260 kilometrów kwadratowych. Obecnie Serengeti jest największym na świecie skupiskiem dzikich zwierząt, natomiast krater Ngorongoro w 1978 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

Przy bramie wjazdowej na obszar chroniony Ngorongoro znajduje się wystawa poświęcona historii regionu z dużą makietą. Następnie droga ostro pnie się do góry. Z lewej strony widać dolinę Wielkiego Rowu z panoramą jeziora Manyara. Po osiągnięciu wierzchołka z prawej strony wyłania się kaldera Ngorongoro. Widok jest rzeczywiście zapierający dech w piersiach. Krater jest olbrzymią niecką otoczoną dość stromymi zboczami o wysokości dochodzącej do kilkuset metrów, miejscami pokrytych gęstym lasem. W dole na płaskiej równinie znajduje się dość duże jezioro.

Po nasyceniu się tym widokiem udaliśmy się na miejsce piknikowe, położone w pobliżu Ngorongoro Crater Lodge, na lunch. Wspomniałem o tym, gdyż ośrodek ten jest bez wątpienia najdroższym ośrodkiem w całej Afryce. Nocleg dla dwóch osób kosztuje 1300 USD ale za to do każdego pokoju jest przydzielony Masaj.

Strony: 1 2

28.07.2013 | admin