Turcja – Weekend w Stambule

004

Turcja – Weekend w Stambule

W Turcji byliśmy wielokrotnie. Były to wyjazdy wypoczynkowe nad morze, organizowane przez biura podróży. Będąc już na miejscu kupowaliśmy, u lokalnego tureckiego tour – operatora, wycieczki do interesujących nas obiektów. I tak, będąc, w sierpniu 1997 roku w Kusadasi, zwiedziliśmy Pamukale, Efez i Seldżuk oraz Izmir. W czerwcu 2001 roku spędziliśmy tydzień w Alanyi. We wrześniu 2002 roku, wypoczywając w Side wybraliśmy się z tureckim biurem na trzy dni do Kapadocji. Wszystkie te wycieczki pozwoliły nam, chociaż częściowo, poznać piękno i historię ziemi, znajdującej się w obrębie państwa tureckiego. Niestety, najbardziej znane miasto, perła w koronie współczesnej Turcji – Istambuł, wciąż pozostawał poza naszym zasięgiem. Ja, co prawda spędziłem dwa dni w Istambule, ale było to trzydzieści lat temu.

W Istambule, po dwu i półgodzinnym locie z Warszawy, wylądowaliśmy koło południa. Było pochmurno i chwilami padał deszcz. Już w autobusie dowiedzieliśmy , że właśnie kończy się ramadan i w związku z tym przez najbliższe dni Wielki Bazar będzie zamknięty, za to cała komunikacja miejska, włącznie z promami, jest bezpłatna. Zaraz po rozpakowaniu bagaży, zaopatrzeni w kurtki przeciwdeszczowe i parasolkę, wyruszyliśmy na podbój Stambułu.

Nie mieliśmy określonego planu zwiedzania, pierwsze popołudnie postanowiliśmy przeznaczyć na poznanie topografii miasta. Główną ulicą, Divan Yolu, doszliśmy do Wielkiego Bazaru. I chociaż sam bazar był zamknięty, tłum kupujących kłębił się dookoła otwartych straganów, otaczających budynek bazaru. Również wszystkie okoliczne sklepy były czynne. W jednym z nich, po długich targach, kupiliśmy kożuszek dla Boba, naszego czteroletniego wnuczka. Następnie, podążając w kierunku mostu Galata, zagłębiliśmy się w dzielnicę handlową. Tworzyła ją plątanina wąskich uliczek obramowanych z obydwu stron mnóstwem małych sklepików sprzedających głównie odzież. Przeciskając się przez tłum kupujących staraliśmy się nie zgubić kierunku. W końcu, przechodząc koło Nowego Meczetu dotarliśmy do celu.


Most Galata, który łączy brzegi Złotego Rogu jest bardzo charakterystyczną konstrukcją. Pośrodku znajduje się część zwodzona, umożliwiająca swobodny ruch statków po Złotym Rogu. Po jej obydwu stronach są dwa poziomy. Górny, po opuszczeniu części zwodzonej, służy jako jezdnia i torowisko. Dolny został zabudowany restauracjami serwującymi głównie dania rybne.

Podchodząc do mostu zauważyliśmy, że cały górny poziom był okupowany przez wędkarzy. Stali w rzędzie jeden obok drugiego. Nie wiem czy w całym Złotym Rogu było tyle ryb ile na moście wędkarzy. Tuż obok znajdowały się przystanie stateczków oferujących przejażdżki po Bosforze w kierunku Morza Czarnego. Ponieważ taka wycieczka była w naszych planach, postanowiliśmy zorientować się w ofercie. Do wyboru mieliśmy w zasadzie, dwie opcje: całodzienna wycieczka statkiem kursowym, do ujścia Bosforu z kilkugodzinnym pobytem w nadmorskiej wiosce, lub trzygodzinna przejażdżka po samym Bosforze. Zdecydowaliśmy się na opcję drugą.


Podczas spaceru po dolnym poziomie mostu Galata, została nam złożona zabawna oferta. Właściciel jednej z restauracji zaproponował nam darmową herbatę za to, żebyśmy posiedzieli chwilę przy stoliku. Motywował to tym, że w ten sposób zdobędzie klientów. Rzeczywiście po kilku minutach parę stolików było zajętych. Będąc w Chinach słyszałem, że chińscy właściciele restauracji „wynajmują białych” do tego celu, ale nie sądziłem, że dotyczy to również Turcji.

Pokrzepieni herbatą udaliśmy się na dworzec kolejowy Sirkeci, gdzie kończył bieg słynny „Orient Express”. Obecnie fakt ten jest upamiętniony tablicą pamiątkową. Następnie, idąc wzdłuż torów tramwajowych doszliśmy do placu, na którym znajdują się dwa sztandarowe zabytki Stambułu:, Hagia Sofia i Błękitny Meczet. Ponieważ w międzyczasie zapadł zmrok, mogliśmy podziwiać te zabytki pięknie iluminowane. Resztę wieczoru spędziliśmy na spacerze po hipodromie, oglądając starożytne kolumny z jednej strony i współczesne stragany z drugiej. Zapuściliśmy się również w wąskie uliczki za Błękitnym Meczetem, przy których stały drewniane domy typowe dla starego Stambułu. Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem.

Rano skorzystaliśmy z darmowego przejazdu tramwajem, aby dostać się na przystań statków wycieczkowych po Bosforze. Zdążyliśmy na ostatnią chwilę. Pogoda była wyśmienita: słońce i lekka bryza tak, że wycieczka zapowiadała się na udaną. Znaleźliśmy miejsca na dziobie, Ania na ławeczce, ja znalazłem plastikowe krzesełko, które ustawiłem obok. Naszymi sąsiadami była rodzina z Węgier.

Najpierw płynęliśmy wzdłuż brzegu europejskiego. Minęliśmy dzielnicę Galata, pałac Dolmabahce, Most Bosforski oraz twierdzę, Rumeli Hisari. Za mostem Sultana Fatih Mehmeta statek przepłynął Bosfor i zaczął powrót po stronie azjatyckiej. Zmienił się charakter zabudowy. Po stronie europejskiej płynęliśmy praktycznie wzdłuż miasta: dość gęsta zabudowa, ulice pełne pojazdów, przystanie jachtów. Obecnie płynęliśmy wzdłuż porośniętego drzewami brzegu. Wśród drzew było widać okazałe, odnowione wille z prywatnymi przystaniami dla motorówek. Przy niektórych znajdowały się baseny kąpielowe. Były to domy letniskowe bogatych mieszkańców Turcji. Podobno jest w modzie mieć dom po azjatyckiej stronie Bosforu. Tuż przed zakończeniem wycieczki minęliśmy ujście Bosforu do Morza Marmara. Po prawej stronie znajdowało się wzgórze na wierzchołku, którego widać było Topkapi, nasz kolejny cel.



Strony: 1 2 3

15.07.2013 | admin