Węgry – Budapeszt – 09.2012

2

Węgry – Budapeszt 09.2012

I znowu zbliża się weekend… Hmm może wyrwać się na kilka dni? tylko dokąd…

Jeszcze 2 lata temu, kiedy to nie byłem fanem taniego latania po świecie (gorzej – nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że latanie może być tanie!) pewnie brałbym pod uwagę regiony naszej kochanej ojczyzny. Kiedy jednak bilet lotniczy z Warszawy (a konkretnie z Modlina „pod” Warszawą) do Budapesztu kosztuje 19zł w jedną stronę (i tyle samo powrót), moje horyzonty uległy drastycznemu poszerzeniu;) Przecież to mniej TLK do Krakowa!Tak więc stało się. Wraz przyjazną mi osobą zarezerwowaliśmy bilet i w drogę! Godzinka z hakiem lotu i lądujemy w stolicy państwa znanego z kuchni przesiąkniętej smakiem papryki i błyskawicznych schodów ruchomych. Jako, że podróż miała miejsce jakiś tydzień temu (krajowa aura nas nie rozpieszczała i przygotowywała do niechybnie mającej nastąpić srogiej jesieni) jakież było nasze zaskoczenie gdy po wyjściu z samolotu przywitała nas przyjemna różnica temperatur.
Z lotniska kolejna godzinka i już byliśmy w upatrzonym wcześniej hostelu, skąd podróż na starówkę trwała nie mniej ni więcej jak 3 przystanki tramwajem. Tym samym polecam Budget Hostel w Budapeszcie. Ceny bardzo rozsądne, obsługa niezwykle pomocna, pokoje przestronne i te łóżka…. Może to kwestia gustu, ale dawno się tak dobrze nie wyspałem!


Niestety kolejne 2 dni minęły zdecydowanie za szybko podczas poznawania uroków miasta które swoimi zabytkowymi budowlami robią wrażenie. Osławiona już siedziba Parlamentu czy Wzgórze Zamkowe na starówce to pozycje wręcz obowiązkowe, które warto zobaczyć za dnia jak i nocą! Komunikacja miejska jest bardzo dobrze zorganizowana co pozwala w bezproblemowy sposób poruszać się po mieście. My głównie używaliśmy mięśni swoich nóg, bo jakże odmówić sobie podziwiania takich widoków spacerując, tym bardziej, że temperatura dochodziła do 20 stopni (gdzie w tym samym czasie w PL wahała się w granicach 10). Poza tym usytuowane w Centrum miasta zabytki są na tyle blisko siebie, że nie zawsze trzeba „łapać busa” by przedostać się na drugą stronę Dunaju.


Będąc już w państwie Madziarów, grzechem byłoby nie zasmakować w lokalnej kuchni. Szczególnie warte odwiedzenia są niewielkie lokalne restauracyjki, tym bardziej, że ceny w nich nie różnią się znacząco od powiększonego zestawu w MC Donaldzie. Nie jest to takie łatwe, gdyż na każdym kroku czai się kebab albo pizzeria, ale warto poszukać bo dzięki temu można dobrze i tanio zjeść przysmaki węgierskiej kuchni (jak również uraczyć gardło pyszną Palinką!)



Powroty z wojaży nigdy nie należą do najprzyjemniejszych, ale grunt to właściwe nastawienie… przecież wracam by zarezerwować kolejną podróż!

 

Miłosz

16.10.2012 | admin