Węgry – Tak blisko więc trzeba się wybrać cz.I

DSC_5214

Węgry – Tak blisko więc trzeba się wybrać cz.I

Wrzesień, wybrałem na pięciodniowy wypad do państwa salami i wina Tokaj. Oczywiście chodzi o Węgry. Obfity program zwiedzania, sen w minimalnych ilościach, przeszkody języczne oraz podróż, wszystkimi możliwymi środkami transportu.
Wyruszyłem (z dziewczyną i bratem) z Katowic PolskimBusem.com. Odjeżdża codziennie o godzinie 23.00 do Bratysławy, jeśli ma się szczęście, bilet kosztuje mniej niż wizyta u fryzjera (około 30zł). Przejazd nocny dla niektórych może wydawać się męczący, ale warunki autokaru, wspomnianego przewoźnika, nie pozwala wydać nam negatywnych opinii. Wygodne fotele – jak w samochodzie rajdowym, klimatyzacja, miła obsługa, tania kawa, dużo miejsca na nogi. Naprawdę polecam!

W stolicy naszych południowych sąsiadów meldujemy się około 4.30 nad ranem. Dworzec autobusowy o tej porze faktycznie nie zachęca do spacerów w pojedynkę (na szczęcie nie byłem sam), bezdomni, złodzieje, podejrzane typy oraz… zapach. Wychodzimy z zaniedbanego, dworca wprost na przystanek trolejbusowy, z którego możemy dostać się na dworzec PKP. Te ciekawe jak dla mnie pojazdy, odjeżdżają co kilka minut, gdyż o tej godzinie na przystanku stoją już rzesze niewyspanych robotników. Przejazd trwa około 10 minut wysiadamy na przystanku Hlavni železniční nádraží i meldujemy się na dworcu kolejowym Bratislava – Petržalka‎. Choć wiedziałem, że Bratysława jest jednym z piękniejszych miast Europy, nie mieliśmy czasu na szersze zwiedzanie. Także dworce zaliczone, miasto innym razem. Pociąg, który stricte nas interesuje, kursuje co półtorej godziny, ale jeśli „czerwony autobus” z Polski dojedzie na miejsce planowo, a Wy sprawnie przetransportujecie się pod kasy, to 5.50 rusza szybka kolej do Budapesztu (około 9 euro do Vac). Zaledwie kilka wagonów z przedziałami, ale cóż z tego skoro początkowa stacja to… Wiedeń. Brak miejsc siedzących, ciężkie plecaki między nogami oraz konduktor przy kości. Po kilku minutach  szybka decyzja i już trójka turystyczna rozłożyła się na wąskim przejściu, trzeba było odpocząć bo nadchodzący dzień miał zaplanowaną każdą minutę, aż do zachodu słońca, a tymczasem zbliżał się wchód.

Odcinek, który pokonujemy w 3,5 godziny, będzie mi się kojarzył z Dunajem. Linia z Bratysławy do Budapesztu w 99% graniczy z tą ogromną rzeką, będącą naturalną granicą Słowacji i Węgier. Z godziny na godzinę zmienia się nie tylko krajobraz, ale także klimat zbliżony do śródziemnomorskiego. Nasz pierwszy przystanek na Węgrze to Vac. Wysiadamy z pociągu i wsiadamy z powrotem do mniejszego, który zawiezie nas do Nagymaros, miejscowości , którą de facto już mijaliśmy, jednak na tej niewielkiej stacji, międzynarodowy pociąg z Wiednia, nie ma w rozkładzie postoju. Czas – 20 minut. Wychodząc z stacji naszym oczom ukazuje się ładny, gotycki kościół z XIV wieku pod wezwaniem św. Marcina. Na placu przed wejściem stoi pomnik św. Szczepana i królowej Giselli, wykonany przez lokalnego rzeźbiarza Lukasa Stephana.

Udając się w stronę małego portu promów rzecznych, przechodzimy przez miejsce najbardziej tętniące życiem w tym miasteczku. Plac Monsbergera, szeroki, otoczony malowniczymi domkami w centrum, którego rosną wysokie klony, a pod nimi rozciągają się stragany z miejscowymi pysznościami oraz własnoręcznymi wyrobami (kosze, obrazy, naczynia gliniane, meble, wędliny, sery, wina…). Naszym celem jest wzgórze zamkowe w dobrze nam znanym z naszej historii Wyszehradzie. By się jednak tam dostać, musimy przepłynąć na drugi brzeg Dunaju. Prom odpływa codziennie od godziny 4.25, średnio co godzinę. Cena za rejs w jedną stronę to 420 forintów czyli 6,3zł.

Wysiadając z promu udajemy się pod tablicę informacyjną, choć powinniśmy mieć przy sobie mapę i przewodnik, warto odnieść się do pewnych źródeł. Często wydawnictwa podają mylne informacje co do tras i szlaków, a przed nami prawie godzinna wspinaczka na wzgórze. Tras jest przynajmniej pięć w tym jedna nazwana „Kalwarią”. Mając ciężki bagaż na plecach, tą trasę wykluczamy od razu. Udajemy się szlakiem prowadzącym przez małe, klimatyczne miasteczko. Spotykamy starszych mieszkańców, bacznie nam się przyglądających.

Strony: 1 2

2.09.2013 | admin