Włochy – Miejska magia czyli włoskie opowieści

WENECJA 2

Włochy – Miejska magia czyli włoskie opowieści

Dwudziesty pierwszy sierpnia 2011 roku. Na zewnątrz plus 32 stopnie. Jest 19:00. Po pięciu godzinach podróży z Bolonii wysiadam na dworcu kolejowym w Wenecji. Tego nie da się opisać. Chyba doświadcza tego każda osoba, która po raz pierwszy pojawia się w tym najbardziej nierealnym mieście świata. Oczarowanie. Nie czuję zmęczenia mimo tego, że  pociąg jechał prawie pięć godzin zamiast standardowych dwóch…Czuję się trochę jak na planie filmowym, chociaż moje dotychczasowe i czekające na mnie przygody wskazywać będą na to, że będzie to raczej film z cyklu Jaś Fasola w drodze niż „Turysta” z Angeliną Jolie i Johnym Deepem…

Osiem dni to stanowczo za mało aby poznać całe Włochy a przyznam się, że miałam taki szalony plan… Dzięki radom przyjaciela plan mojej podróży ulega w końcu bardzo dużej korekcie i decyduję ostatecznie, że skupię się na Wenecji. Jeden dzień w Bolonii, cztery noclegi w Wenecji i dwa we Florencji. Bilet upolowany w obie strony za 70 zł na trasie Wrocław- Bolonia- Wrocław. Samolot ląduje na lotnisku w Bolonii po 22:00 w niedzielę i jedynym sposobem dostania się z lotniska do  hotelu jest taksówka, za którą płacę 12 euro. Na zwiedzanie miasta mam jeden dzień, który wskutek pewnych nieprzewidzianych zdarzeń ulegnie i tak skróceniu.

Bolonia przypomina mi trochę Kraków. Jest magiczna, urokliwa, pełna  malowniczych  placów, zaułków. Nie ma tutaj tłumu turystów, z którym będę musiała zmierzyć za kilka dni w Wenecji i Florencji. Stare miasto jest zaskakujęco małe. Większość ciekawych obiektów skupiona będzie wokół Piazza Maggiore i przylegającego do niego Piazza Nettuno z  ciekawą fontanną Neptuna.

Bolonia często nazywana  jest  „la grassa“ czyli tłusta. Krótki spacer po wspaniałych sklepach kuszących na każdym kroku pysznymi szynkami, kiełbasami i serami wyjaśni nam dlaczego. Ceny umiarkowane w porównaniu do bardzo drogiej Wenecji. W południe kupuję chyba największą brzoskwinię jaką można sobie wyobrazić. To nic, że kosztuje 2  euro.  Jej smak, soczystość i zapach  na zawsze podniosą moje oczekiwania wobec owoców:).

Jedząc pyszne ravioli (4 euro) i popijając espresso (2  euro) w  uroczej knajpce – stwierdzam zrozpaczona, że nie mam dowodu osobistego. Zanim wpadnę w panikę  uświadamiam sobie, że nie oddał mi  go prawdopodobnie roztargniony recepjonista. I tak, spędzam dwie godziny aby dostać się do  hotelu, zlokalizować swój dowód i wrócić na dworzec kolejowy już  szczęśliwie z dowodem. Ale to nie koniec przygód na dzisiaj.

Wyobrażacie sobie pożar na torach? Wyobrażacie sobie pożar  na torach, plus 36 stopni  w nieklimatyzowanym pociągu i do tego charyzmatycznego konduktora, który nie zna słowa  po angielsku. Ja  nie musiałam sobie tego wyobrażać:). Staram się zachować spokój, ponieważ w końcu  jestem na moich wymarzonych włoskich wakacjach.  Po dwóch dniach okazuje się, że jechałam „na gapę“, bo bilet we włoskim pociągu jest ważny dopiero w momencie jak go skasujemy w kasowniku.

 „Nie masz dosyć?“- dzwoni zaniepokojona siostra, przebywająca na wakacjach z rodziną też  w Włoszech, gdy w końcu docieram do Wenecji. Umawiamy się na pizzę za  dwa  dni…W Wenecji zatrzymuję się w  schronisku Ostello Santa Fosca, które jest  położone w centrum miasta, w spokojnej dzielnicy Cannaregio. Miejsce godne polecenia. 10 minut spacerkiem od Placu św. Marka. Chyba jedno z najciekawszych schronisk w jakim się znalazłam. Dostaję  miejsce w trzyosobowym pokoju, który dzielę ze zwariowanymi studentkami ze Szkocji. Piękny, przestronny ogród okazuje się wymarzonym miejscem na posiłki. Nocleg kosztuje  90 zł za noc. Zostanę  tutaj  cztery dni, aż do piątku. Obok znajduje się supermarket, co w Wenecji  jest zjawiskiem bardzo rzadkim a pożądanym.

Wenecja bez wątpienia jest najpiękniejszym i najbardziej nierealnym miastem świata, gdzie na każdym kroku rzeczywistość będzie przeplatać się z magią.  Plac św.Marka, nazwany kiedyś przez Napoleona  „najpiękniejszym salonem Europy“ największe wrażenie robi po zmroku , kiedy  kafejki zapełniają się turystami. Siadam na schodkach, wypisuję pocztówki. Pianista w białym  smokingu  gra motyw z  „Casablanki“. Czuję , że mogłabym tu zostać na zawsze. Koniecznie trzeba zarezerwować kilka  godzin na zwiedzanie zachwycającej Bazyliki św. Marka  jak i Pałacu Dożów. Miejsc, które w Wenecji trzeba zobaczyć jest mnóstwo,  bo jedyną właściwą odpowiedzią na pytanie co warto zobaczyć w Wenecji jest słowo: „wszystko“.



Wenecja jest tak  piękna i magiczna, że po jej zwiedzaniu  powinien być zakaz dalszego podróżowania:).  Ci, którzy się tutaj wybierają  muszą zdawać sobie sprawę z tego, że  absolutnym szaleństwem i nieporozumieniem  jest zwiedzanie Wenecji  w jeden dzień.  Wenecja wymaga czasu i cierpliowości. Jej magia polega  na tym, że oddalając się od najbardziej obleganych miejsc w mieście możemy znaleźć się w miejscu gdzie nie ma turystów. Zgubienie się w Wenecji jest nieuniknione i konieczne aby przesiąknąć magią miasta.




Idąc tropem wskazówek wyczytanych w przewodniku National Geographic  zwiedzam Gallerie dell’Accademia. Choć  chwilowo nie ma „ Kanonu Proporcji” Leonarda da Vinci to jest to miejsce, które trzeba koniecznie zobaczyć i przeznaczyć na nie kilka  godzin, gdyż  zebrane tu dzieła są wspaniałym przykładem stylu weneckiego.


Strony: 1 2

19.12.2012 | admin